Wspomnienia uczestnika kursu dla kierowców niezawodowych zorganizowanego w okresie 12 stycznia – 7 maja 1983 roku.
W tamtym czasie większość kursów na prawo jazdy w miejscowościach położonych wokół Tuczna prowadził przedstawiciel Ligi Obrony Kraju w Wałczu – pan Maksymilian Ośmiałowski. Pan „Maks”, bo tak większość zainteresowanych go nazywała, mieszkał w Tucznie i w 1978 roku zdobył uprawnienia instruktora nauki jazdy. Prowadził szkolenie teoretyczne (przepisy, znaki drogowe), natomiast budowę samochodu omawiał pan Hermanowicz z Ośrodka Transportu Leśnego w Wałczu (prowadzący mogli się zmieniać; badania lekarskie przeprowadzał zwykle miejscowy lekarz z przychodni zdrowia). Gdy zebrała się odpowiednia liczba kandydatów do udziału w kursie, pan Maks załatwiał lokal – była to przeważnie któraś z klas w szkole. Pocztą pantoflową rozchodziła się wiadomość o rozpoczęciu kursu, co mobilizowało kolejnych chętnych. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu. Krótko po rozpoczęciu szkolenia teoretycznego, rozpoczynała się praktyczna nauka jazdy samochodem marki Nysa (więcej o tym aucie w Wikipedii).
Zima w 1983 roku była śnieżna. Na stadionie w Człopie odśnieżony był okrąg, po którym kursant wykonywał ileś okrążeń, żeby zapoznać się ze sprzęgłem, gazem, hamulcem, właściwym trzymaniem kierownicy. Praktyczną naukę jazdy prowadził pan Maks. Odbywały się one do południa, aby nie kolidowały z wykładami. Bodajże dwa razy trzeba było jeździć na boisku, a potem pan Maks wypuszczał się na krajówkę (czyli drogę krajową „22”). Na trasę wyruszało dwóch kursantów – pierwszy prowadził auto do Przesiek, a kolejny wracał za kółkiem do Człopy. Oczywiście pan Maks był wymagającym instruktorem i po przekroczeniu prędkości powyżej 40 kilometrów na godzinę, deptał hamulec z komentarzem: „Paliwo nie jest za darmo!”. Każde uchybienie było wytykane tonem nie znoszącym sprzeciwu. Był kursant, który nie bardzo radził sobie z pierwszymi jazdami. Za karę musiał odpalić nysę z użyciem korby. Zimą, przy kilkunastostopniowym mrozie, nie było to łatwe. Praktyczna jazda była prowadzona tylko po lokalnych drogach. Nie było jazd w dużym mieście, co dzisiaj jest czymś normalnym. Dlatego kierowcy po takim szkoleniu mogli mieć problemy w poruszaniu się na przykład po Pile.
Wracając do zajęć z teorii. Pan Maks istotne zagadnienia oraz definicje dyktował i kazał zapisywać do zeszytów. Nie było wtedy gotowych podręczników dla przyszłych kierowców. Formułki i definicje wykuwało się na pamięć, bo instruktor często przepytywał z przerobionego materiału. Zdarzyła się przy tym zabawna sytuacja. Pewien uczestnik kursu, starszy pan, po raz kolejny nie notował w zeszycie, tłumacząc się, że zapomniał zeszytu. W końcu instruktor zaczął się denerwować, na co kolega tego pana szepnął, że on nie potrafi pisać. Pan Maks przyjął to ze zrozumieniem i nie było tematu, wszak różne są koleje życia, a nie każdy przed wojną chodził do szkoły.
Przed egzaminem wewnętrznym trwały intensywne powtórki materiałów. Rozwiązywaliśmy testy, ale wszystko „na pieszo”. Nie pamiętam w jakiej formie były konstruowane, ale pozwalały dobrze opanować temat. Trzeba przyznać, że pan Maks był wymagający, wręcz ostry, jeśli chodzi o znajomość materiału. Egzamin wewnętrzny odbył się 21 kwietnia, a państwowy 7 maja 1983 roku. Na egzaminie praktycznym nastąpiła metamorfoza pana Maksa. Pomagał kursantowi na tyle, na ile egzaminatorzy nie zauważyli (a może oni też nie wszystko chcieli widzieć?). Wśród kursantów było kilkoro starszych panów, którym prawo jazdy było potrzebne, żeby dojeżdżać ciągnikiem z przyczepą do Człopy, do Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Nie do końca radzili sobie z testami egzaminacyjnymi, dlatego dyskretna pomoc była wskazana. Po zakończonym egzaminie ugoszczono komisję tak „po staropolsku”.
Myślę, że dzięki uporowi pana Ośmiałowskiego kursy były prowadzone rzetelnie i bez przerobienia materiału „po łebkach”. Na szkoleniu zapisałem ponad 30 stron zeszytu. Były tam definicje manewrów takich jak „omijanie”, „wymijanie”, „wyprzedzanie” i tak dalej. Dziś kursant ma do dyspozycji podręczniki do nauki, są materiały audiowizualne.
Wielu kierowców w Człopie wyszło spod ręki pana Ośmiałowskiego. W roku 1994 organizacja nauki jazdy w Człopie wyglądała już zupełnie inaczej. Wciąż zajęcia teoretyczne prowadził pan Maksymilian Ośmiałowski (przynajmniej do 1999 roku). Zajęcia odbywały się w szkole podstawowej, ale jazdy już po Wałczu i Pile. Kursanci docierali do siedziby LOK w Wałczu, a następnie przesiadali się do samochodu marki „Polonez” i jechali do Piły. Również polonezem musieli zdać egzamin praktyczny w Pile (ale w roku 1999 już fiatem punto).
Pan Maksymilian Ośmiałowski zmarł 28 lipca 2021 roku. Został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu w Tucznie.
Uzupełnij, skomentuj, wskaż błędną informację
Przejdź na profil strony na Facebooku
